Polecane posty

211. Przedwyjazdowe majowanie

Kończy się powoli najpiękniejszy miesiąc w roku, przynajmniej dla mnie. Kocham maj... każdy następny miesiąc nie jest już tak bardzo widowiskowy w ogrodzie. Maj jest miesiącem pełnym zapachów, kolorów i bujnej, już wszechobecnej zieleni. Potem w czerwcu, czy lipcu, zieleń nie jest już tak soczysta. Palące latem słońce wysusza ziemię, trawę pozbawia jej naturalnej, wiosennej zieloności, a gorące powietrze potrafi znacznie przyspieszyć przekwitanie większości kwiatów. I choć, jak pewnie wiecie, ja kocham upały i gorące lato, to niektóre moje roślinki już niekoniecznie, choć oczywiście wiadomo, że słońce i deszcz są im potrzebne do normalnego rozwoju. 

Nie wiem, kiedy to wszystko tak szybko zleciało... już za chwilę wylatuję na swoje wyczekane i wymarzone wakacje, na które tyle czasu czekałam. Jeszcze nie tak dawno wydawało mi się, że czas wlecze się okrutnie, a wizja wyjazdu była jeszcze bardzo odległa, a tu okazuje się, że zostało mi niewiele czasu i będę już za chwilę pakować swoją ukochaną walizkę, towarzyszkę moich wspaniałych, wakacyjnych chwil :)

Tymczasem na rabatce... czy te iryski nie są urocze? :)




Tak, jak wspomniałam wyżej, niebawem wybywam. Z tego powodu, podobnie jak w poprzednich latach, z góry bardzo Was przepraszam, ale na Wasze ewentualne komentarze pod tym wpisem, nie dam już rady odpowiedzieć. Nie praktykuję takiego zwyczaju na swoim blogu, ale niestety, już nie zdążę tego zrobić. Dlatego bardzo Was proszę o wyrozumiałość... mogę Wam natomiast obiecać, że wszystkie komentarze przeczytam i sprawią mi one ogromną radość :)

Mój najpiękniejszy i najmocniej pachnący, ogrodowy lilak... na tych zdjęciach z początku maja, jeszcze częściowo w pąkach.




A tu inny, już w pełnym rozkwicie.


Na wakacje lecę oczywiście z moim stałym składem, czyli w towarzystwie takich samych szalonych babeczek, jak ja :) Uwielbiamy te swoje wypady i choć jeszcze ten majowy się nie zaczął, już myślimy o następnych i muszę przyznać, że całkiem realnie te nasze babskie plany się krystalizują. Kolejny wylot szykuje się na koniec października :)

Pięknie zaczynają się wybarwiać moje dwa kloniki...



Mam nadzieję, że w czasie mojej nieobecności (tym razem 10-dniowej) będzie padał jakiś deszcz i zadba o wilgotność mojego ogrodu. Wprawdzie mój szanowny małżonek potrafi to zrobić, ale w kwestii ogrodu, to ja jestem motorem napędowym tego miejsca i raczej nie dopuszczam nikogo do jego pielęgnacji. Zarówno w zakresie koszenia trawnika, jak i podlewania rabat. Co do koszenia, to przeżyłam już w przeszłości chwile grozy, kiedy mój mąż z takim impetem zasuwał kosiarką, że pod jej noże poszły niektóre wystające kwiatowe pędy :) A co do podlewania, to w ogrodzie raczej tego zagrożenia nie ma, ale jak onegdaj pojechałam do sanatorium, to mój szanowny małżonek z takim zapałem podlewał moje domowe piękności, że dwie sztuki umarły z powodu podtopienia :) Tak że wolę, żeby nie! :)

Maj to też czas rododendronów i azalii...





Roślinki w ogrodzie rosną teraz bardzo szybko, a ostatnio padające deszcze temu sprzyjają. Dosłownie w oczach widać, jaka przez kilka dni potrafi być różnica w ich wzroście.
Na przykład ta funkia... Najpierw wystrzeliły tylko takie zielone szabelki, a dosłownie za krótki czas pokazały się już piękne, zielone liściory :) 



No i zobaczcie sami... czy ta majowa zieleń nie jest właśnie taka pięknie soczysta?
Poniżej kwitnąca laurowiśnia i kwiaty kokoryczki wonnej.



I moje cudowne żarnowce... maj jest pełen ich obfitego kwiecia.




Bardzo lubię biel w ogrodzie... Poniżej rogownica kutnerowata, kiścień i łubin.




Na szczęście z moim zdrowiem jest już ok... miałam zrobione kontrolne prześwietlenie płuc i jeszcze czeka mnie wprawdzie wizyta u lekarza, ale z opisu badania widzę, że raczej nie dzieje się tam nic złego. Wszystkie opisane w tym wyniku jakieś dziwne określenia, jak zgrubienia, zagęszczenia i zwapnienia, związane są z pewnością z moim wiekiem, tak myślę :) Zaklinam wszechświat, żeby już nic dziwnego się do mojego wyjazdu nie przytrafiło... przecież potrzebuję tego wylotu jak tlenu do oddychania :)

Tymczasem w ogrodzie na biało kwitnie jeszcze obiela i ubiorek wiecznie zielony... na tym ostatnim zdjęciu kompozycja w wielkiej kamiennej donicy.




A już za chwilę zakwitną wielkie, białe kule kaliny Eskimo...


A także kaliny koralowej.


Pąkami obsypany jest też kielichowiec. Mam nadzieję, że będzie się działo :)


Kwitnąca mahonia rozjaśnia ogród swoimi żółtymi kwiatami, a czerwone kwiaty zawilca i stokrotek z daleka rzucają się w oczy :)




Za to różowymi kwiatami chwali się wiśnia piłkowana, krzewuszka i orliki. Ten pierwszy orlik kwitnie u mnie zawsze jako pierwszy.





Fiolety w ogrodzie też są niczego sobie :) Zawilec i czosnek.



A co powiecie na takie niebieskości? To litodora...


Począwszy od tego mojego wyjazdu, który już za chwilę, prawie aż do końca czerwca, mam ogromnie zapchany kalendarz, czy terminarz... jak zwał, tak zwał. O ile w ogóle jakiś terminarz może mieć otrzaskana emerytka, która powinna dysponować całym mnóstwem wolnego czasu :) Ale tak się właśnie w tym roku zdarzyło, że ani się obejrzę, a nadejdzie lipiec i mam nadzieję, że właśnie dopiero lipiec będzie dla mnie takim prawdziwie wolnym czasem. Po powrocie z tego mojego wakacyjnego wylotu mam tylko kilka dni wolnego i jedziemy razem z mężem na ślub oraz wesele jego przyjaciela i jest to wyjazd w dosyć odległy od nas kraniec Polski. A zaraz po powrocie z tej imprezy wybieram się na coroczny wyjazd z moją ukochaną ogrodową grupą, tym razem będziemy podbijać Trójmiasto :)
Tak że rozrywek w najbliższym czasie nie będzie mi brakować i myślę, że jak już zaliczę te wszystkie eskapady i po powrocie zastanie mnie prawdziwe lato, będę mogła nacieszyć się wreszcie swoim ogrodem i wolniej płynącym czasem w moich domowych pieleszach, co także bardzo lubię i - uwierzcie - doceniam to, co mam!

Takimi widokami, tylko w letnim wydaniu, będę się wtedy rozkoszować :)





A na koniec moja wspaniała, przecudowna i zupełnie wyjątkowa piwonia koperkowa... baaaardzo bliska mojemu sercu :)



Tak więc znikam, kochani. Trzymajcie kciuki, żeby wszystko mi się udało. Będę spokojna, jak już usiądę czterema literami na samolotowym fotelu :) 

Lecę na plażing, leżing i tym podobne przyjemności :) Odezwę się jakoś po powrocie.

I na miłe, kwiatowe zakończenie chciałam Wam pokazać, jak pięknie teraz kwitną na kuchennym parapecie moje fiołki afrykańskie. Dają czadu wszystkie naraz :) 


Paaaaaaaaaaaa... 🌞💙






Komentarze

Napisz do mnie

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Copyright © Pani Ogrodowa