206. Styczniowe rozmaitości
Jak ja się ogromnie cieszę, że już jest styczeń... i to nawet jego druga połowa. Za niedługo będzie już luty, który zawsze jest krótszy, niż inne miesiące, a marzec - być może - przyniesie już trochę więcej ciepła i może nawet choć odrobinę wiosny? :)
Moja gorycz wynikająca z panowania tej przeraźliwej zimy i straszliwych mrozów, dochodzi do apogeum mojego dobrego nastroju... nic na to nie poradzę. Nie cierpię tej pory roku i podziwiam ludzi, którym jest obojętna, a już w ogóle wielki szacunek dla tych, którzy się deklarują, że nawet ją lubią :) Szacunek, ale też jednocześnie całkowite niezrozumienie, bo moja niechęć do zimy nie bierze się znikąd. Każde wyjście na szczypiący w policzki mróz i każdorazowe zabieranie ze sobą chusteczki, która pomaga mi osuszyć oczy, z których mroźny wiatr wyciska zimowe łzy, to zdecydowanie opcja nie dla mnie.
Jeśli nawet uznacie mnie za zimową marudę, to trudno... zdania nie zmienię, nie ma takiej opcji :) Tak bardzo tęsknię już za ciepłymi promieniami słońca, że aż czuję motyle w brzuchu kiedy tylko o tym pomyślę :) To tyle marudzenia... chyba :)
A na ten szary widok za oknem, poniżej coś w pięknym chabrowym kolorze :) I żeby było jasne, będę tu dzisiaj wrzucać różne przypadkowe fotki, bo ogród za moim oknem wygląda strasznie smutno... po stopniałym śniegu, na rabatach pozostało roślinkowe pobojowisko :)
I moje aktualne, domowe kwitnienie storczyków... one są niezawodne w ten szary czas, wciąż kwitną niestrudzenie i cieszą moje oczy :)
Nie próżnuje także hoja :)
Zabawiam się aktualnie w domowego leniwca. Żadna siła nie zmusi mnie do zbędnego wychodzenia z domu... zmusza mnie do tego jedynie konieczność zrobienia zakupów i czasem perswazja mojego męża, który wytrwale i codziennie, niezależnie od pogody za oknem, spaceruje po wsi i pobliskich leśnych dróżkach. Podziwiam go za konsekwencję i upór w tym postanowieniu, ja nie jestem tak zawzięta, wyjście na zewnątrz w tę paskudną pogodę, to dla mnie kara. Ale żeby nie było, że przykleiłam się do kanapy... nie, nie :) Robię jakieś zaległe porządki w każdym zakątku domu, ponownie zaglądam do każdej mysiej dziury i opróżniam dom ze zbędnych rzeczy. Do tego czytam co się da, oglądam co się da i... ćwiczę :) Tak, tak... wzięłam się ostro za ćwiczenia, chyba tylko po to, żeby to zimowe przywiązanie do sofy nie zrobiło z moich czterech liter rozklepanego naleśnika. Trzeba mieć na uwadze, że czeka na mnie w tym roku kolejna wyprawa na południowe plaże i chciałabym się zmieścić w strój kąpielowy z zeszłego sezonu, bo nie mam w tym roku w planach wydawania kasy na nowy :) Dlatego wytrwale i uparcie ruszam wszystkimi kończynami i przyznam, że sprawia mi to niesamowitą frajdę :)
A wracając do przypadkowych fotek, wpadły mi w ręce takie miłe dla mnie wspomnienia. Do każdego zdjęcia postaram się napisać choć kilka słów...
Cofamy się do roku 2007 i naszej pierwszej wyprawy na Mazury. Uwierzcie, że z mazurskimi klimatami zaczęłam mieć do czynienia dopiero jak poznałam mojego obecnego męża, wcześniej w ogóle nie znałam tamtych stron. Dzikie miejsca, pełne niesamowitych widoków, jezior, lasów i... komarów :) Poniższe zdjęcie to jakaś moja integracja z miejscowym psiakiem, bardzo zresztą przychylnie nastawionym do ludzi... jak widać nie miał nic przeciwko przytulasom, nawet z tą kością w psiej mordce :)
Na poniższej fotce niech Was nie zdziwi mój ubiór, zdecydowanie nie pasujący do widocznych okoliczności, do grilla i trawy pod butami :) Mamy rok 2008 i pracująca jeszcze wtedy zawodowo Iwonka, została zaproszona na grilla. Mój jeszcze wtedy niemąż, wybrał się na ryby i zabrał ze sobą całe grillowe oprzyrządowanie i wywołał mnie na tę imprezę na łonie natury, nie biorąc w ogóle pod uwagę, że będę tam prosto z pracy, a więc w stroju - że tak się delikatnie wyrażę - niegrillowym :) Tym sposobem, w płaszczu i lekkich, zupełnie nie sportowych butach, znalazłam się w towarzystwie dymu, kiełbasy i karkówki :)
Poniżej za to motocross na piekielnej maszynie :) Chyba widać, jakie szczęście rozpierało moje wnętrze :) Jakieś nieśmiałe motylki w brzuchu to mało powiedziane... tutaj cała motylarnia zagnieździła się w moim jestestwie, to dopiero było przeżycie. Mamy rok 2008 i to był jakiś weekendowy relaks w pobliskim ośrodku wypoczynkowym, a szanowny motocykl był własnością jakiegoś naszego - mniej lub bardziej - znajomego, już nie pamiętam.
Jesteśmy wciąż w 2008 roku i mamy teraz wrzesień. W tamtym czasie, z moim - wciąż jeszcze - niemężem, byliśmy na Mazurach, a ja postanowiłam poczuć się jak Kate Winslet na Titanicu. Drobna różnica polegała tylko na tym, że zrobiłam to na siedząco, ale gwarantuję Wam, że odczucia są niesamowite. Łódź płynęła z odpowiednią prędkością do tego, żeby poczuć wiatr we włosach, pęd powietrza na twarzy i mieć wrażenie, że suniesz po tej wodzie, prawie jak wodna nimfa, tyle że z mechanicznym napędem :) Ech, cudne wspomnienia :)
A tu przeskakujemy do roku 2011, mamy piękny miesiąc maj. Jak widać, jesteśmy już na tarasie naszego nowego domu, nie ma jeszcze krzewów, nie ma płotu... tak naprawdę niewiele jest. Za to ponownie jesteśmy w towarzystwie grilla, z którego na początku naszego zamieszkiwania korzystaliśmy często i to nawet sami dla siebie, czyli - jak widać - bez gości. Aparat na statywie, ustawiony z wyzwalaczem czasowym i voilà... fotka na wieczną pamiątkę :) To były piękne chwile, wspominam je z ogromnym sentymentem.
Właściwie, żeby być w zgodzie z samą sobą, to muszę przyznać, że ten czas przymusowego przebywania w moim ukochanym domku, ma też swoje dobre strony. Wszystko, co sobie zaplanuję na każdy kolejny dzień, robię powoli i z namaszczeniem. Nigdzie się nie spieszę, celebruję każdą czynność, mając świadomość, że przecież nigdzie mi się nie spieszy :) Staram się cieszyć z każdej mijającej chwili i z każdego działania. Przecież tyle lat czekałam na tę emeryturę, więc teraz warto byłoby czerpać z tego pięknego czasu wyłącznie radość.
Niemniej czekam na wiosnę bardzo, bardzo... moja majowa wyprawa na ciepłe, południowe plaże śni mi się już po nocach :) Wiem, że to szybko zleci, wiem. Przecież dopiero co zaczynała się jesień, a tu już za niedługo wiosna rozpanoszy się na całego i będę odliczać dni do odlotu :) Póki co, spędzam sporo czasu z moją podróżniczą przyjaciółką i obie oddajemy się tym wakacyjnym myślom, rozważaniom, marzeniom...
Póki co jednak wrócę jeszcze na chwilę do ogrodowych klimatów i pokażę Wam dwa ogrodowe wspomnienia. Jest lipiec 2014 roku i Iwonka wykańcza jedną ze swoich nowych rabat. Akurat na tym zdjęciu rozsypywałam już chyba tylko kamienie... rabata jest już zagospodarowana i obsadzona roślinami. Dziś są one już tak wielkie, że nawet tych kamieni pod nimi nie widać :)
A na poniższych fotkach mój mąż likwiduje rdest Auberta, który tak się zagęścił na tej pergoli, że biedaczka tego nie wytrzymywała i kiwała się niebezpiecznie przy każdym podmuchu wiatru. Trzeba było roślinę zlikwidować, a pergolę wzmocnić i postawić na nowo. Ta roślina jest bardzo inwazyjna i rośnie niesamowicie szybko. Z tego powodu potrzebuje bardzo silnej podpory... nasza pergola nie poradziła sobie z jej ciężarem, niestety. Dlatego nie chcę tego rdestu nigdy więcej.
Przygotowałam dla Was także kilka pięknych ogrodowych kwitnień z ubiegłych lat. Zdjęcia, które dziś dla Was wybrałam bardzo mi się podobają... dlatego, choć może już kiedyś tu były, często do nich wracam. To takie moje kwiatowe perełki :)
Na pierwszy ogień moja ukochana szałwia muszkatołowa... jej kwitnienie zawsze mnie zachwyca. Te misterne, jakby pędzlem wymalowane obwódki płatków, są niesamowicie widowiskowe :)
Jako drugą pokażę stokrotkę afrykańską, ale z wyjątkowymi płatkami, które wyglądają, jak zawinięte trąbki :) Ciężko ją dostać, a ponieważ w naszych warunkach klimatycznych stokrotka afrykańska jest rośliną jednoroczną, co roku urządzam polowanie na gotowe sadzonki tych właśnie "trąbek". Niestety, z tych, które wtedy miałam, nie udało mi się zebrać nasion :(
Kolejną pięknością jest pozłotka kalifornijska. Na rabacie wygląda zachwycająco, na szczęście rozsiewa się sama i pokazuje się u mnie co roku. A te jej intensywnie żółte, pozawijane płatki, to również arcydzieło Matki Natury :)
Na koniec chwalenia się moimi kwiatowymi pięknościami wrzucam zdjęcie, które chyba już tu pokazywałam, choć tak naprawdę nie jestem tego pewna. To mój hibiskus bagienny, w najlepszym roku swojego kwitnienia. Zakwitł wtedy imponująco i spektakularnie, a to zdjęcie w jego towarzystwie bardzo mi się podoba :) W sumie kwitnie co roku, ale tamto lato było dla niego wyjątkowe... postarał się bardzo :)
Na dziś to chyba tyle. Nie dzieje się u mnie nic tak ważnego i zajmującego, żebym miała jeszcze o czym pisać. Niech już minie ten styczeń i luty... mam nadzieję, że wtedy dwie sprawy ruszą z kopyta, pierwszą jest moja skromna osoba, drugą mój ogród :) Razem jesteśmy jak jedno i z pewnością w tym samym czasie wybudzimy się z zimowego snu :)
Jak niedźwiedzie 🐻😄
Pozdrowienia i gorące przytulasy dla wszystkich moich "czytaczy" :)












Lindo perro, bellas flores. Te deseo un buen año. Te mando un beso.
OdpowiedzUsuńMuchas gracias y un cordial saludo!
UsuńNiesamowicie piękne kwiaty. W moim życiu też dużo się dzieje.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam do obejrzenia mojego nowego obrazu. :)
Już biegnę do Ciebie!
UsuńDziękuję za pochwałę zdjęć, serdecznie Cię pozdrawiam!
Piękne wspomnienia i cudowne zdjęcia :). Z kwiatów, które pokazałaś, szałwia muszkatołowa najbardziej mnie zachwyciła, no i ta bajeczna hoja! U mojej teściowej była hoja rozpięta na całej ścianie w mieszkaniu, kwitła przecudnie, ale po śmierci teściowej hoja przestała kwitnąć i pomimo naszych starań już nikt nie potrafił jej ożywić, w końcu całkiem zmarniała...
OdpowiedzUsuńIwonko, ja jestem właśnie z tych, co wolą zmarznąć, niż się przegrzać! Lubię zimę, zwłaszcza taką śnieżną, jakiej ostatnio trochę było, ale w tym roku też jestem nią jednak nieco zmęczona i tęsknię za cieplejszymi i dłuższymi dniami. Ściskam Cię mocno i serdecznie pozdrawiam!
Bardzo dziękuję, Małgosiu.
UsuńSzałwię też bardzo lubię, zachwycam się nią co roku. Wprawdzie trzeba na nią uważać, bo rozsiewa się nawet na trawniku, ale to mi nie przeszkadza, bo uwielbiam, kiedy kwitnie :)
Z hojami tak właśnie jest, że są kapryśne bardzo... ta moja też nie kwitnie obficie i w sumie dosyć rzadko, ale jak już zakwitnie, to jest to piękne widowisko. Z tego co napisałaś, to ta hoja Twojej teściowej musiała wyczuwać jej obecność, skoro po jej śmierci zmarniała... pewnie z tęsknoty :(
Wiem, Małgosiu, że wolisz zimę... jesteś więc w grupie tych osób, które podziwiam :)
Oby do wiosny! Mocno Cię ściskam i serdecznie pozdrawiam!
Witaj Iwonko 🩷
OdpowiedzUsuńJak miło że zajrzałaś. Piękne wspomnienia nam zaserwowałaś. Te kwiatowe zdjęcia są obłędne, szałwia i stokrotka po prostu cudo! Kochana ja lubię zimę,w końcu dziecko zimy jestem, ale też już tęsknię za wiosną. Wszystkiego najlepszego i dużo zdrowia i samych radosnych chwil 😘🌸
Bardzo Ci dziękuję, kochana Moniu! Wiem, że lubisz zimę, pamiętam... Ja jestem listopadowym dzieckiem jesieni, ale tej pory roku też nie lubię :) Niech ta wiosna już przyjdzie!
UsuńDziękuję też za miłe słowa... Tobie też życzę zdrówka i wszystkiego najlepszego!
Może Ci się narażę, ale ja wręcz kocham zimę. Zwłaszcza teraz, kiedy jest taka śnieżna i można pojeździć na nartach, pobiegać na biegówkach, albo porobić "aniołki" w białym puchu. Tego nie da żadna inna pora roku. Ale rozumiem, że są tacy, zwłaszcza ogrodnicy :D, którzy za nią nie przepadają. A więc - byle do wiosny! Pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńWiem, Karolinko... nie jesteś w tym osamotniona, więcej jest takich osób, które lubią zimę. Wprawdzie ja tego nie rozumiem, ale nie muszę rozumieć wszystkiego :)
UsuńJa kocham wiosnę, a zwłaszcza lato, nawet nie ze względu na ogród... tylko ze względu na słońce i ciepełko. Uwielbiam ciepło, a nawet gorąco :) Dlatego, byle do wiosny :)
Pozdrawiam Cię również!
A jak zwykle mam dylemat od czego zacząć:)
OdpowiedzUsuńBardzo ciepły, wspomnieniowy i momentami nawet sentymentalny post:) Mazury, jeziora, wiatr we włosach, grille, motylki i motyle...piękne wspomnienia!!! Świetne fotki!
A teraz moje zachwyty. Przecudnej urody storczyki i nadzwyczajnej urody hoja. Cudowności!!!
Szałwia, stokrotki i hibiskus, to takie ogrodowe perełki. Przynajmniej fotkami moźna sobie oczy nacieszyć.
Brakuje kolorów i dlatego też czekam na wiosnę z utęsknieniem. Wczoraj w południe było słoneczko i nawet mały plusik i ćwierkolił sobie tak radośnie jakiś ptaszek...jakie to było miłe :)
Jeszcze troszkę trzeba poczekać, poczytać, posprzątać, poćwiczyć, pomarzyć i...będzie wiosna i dużo zajęć na świeżym powietrzu:)
Póki co buziaki przesyłam i ściskam serdecznie !
Ach, tak mnie jakoś wzięło na wspominki, bo nie bardzo mam teraz o czym pisać, kiedy ogród jest szary i nic się w nim nie dzieje. Moim życiem rządzi teraz rutyna i tak naprawdę nic się nie dzieje, dlatego wygrzebałam te wspomnienia, bo z kolei wiosną i w lecie nie będzie na nie czasu :)
UsuńJa też już czekam na tę wiosnę... brakuje mi kolorów, słonecznych promieni, ale nie takich w panującym mrozie, tylko takich prawdziwie ciepłych :)
I też często myślę o tym, że właśnie te ptasie świergoty są tak piękne w ten pierwszy wiosenny czas. Zawsze jak zabieram się za pozimowe sprzątanie, nad moją głową słychać te ptasie trele... to jest cudowne! Dlatego tymczasem sprzątam, czytam i ćwiczę :) I nawet to lubię :)
Uściski, kochany Maminku i gorące buziaki dla Ciebie!
❤️❤️❤️
OdpowiedzUsuń❤️❤️❤️
UsuńWitaj Iwonko w Nowym Roku 😉 Oj, jak ja Cię doskonale rozumiem 😄 Styczeń to dla mnie też tryb „przetrwać do wiosny”, więc każdy dzień bliżej lutego brzmi jak małe zwycięstwo. A te wspomnienia i zdjęcia… ciepłe, prawdziwe, takie „życiowe” – aż robi się lżej na duszy. Storczyki i hoja ratują honor zimy, a motylarnia w brzuchu z Mazur i Titanica na łódce – bezcenne 😍 Trzymam kciuki za wiosenne przebudzenie Was obojga (i ogrodu!), niech już przyjdzie szybciej 🌱☀️
OdpowiedzUsuńTak, Aniu... ja też jestem teraz w trybie "przetrwania". Zapełniam sobie czas różnymi domowymi zajęciami, żeby ten okres do wiosny zleciał jak najszybciej. Tej zimy mam już zdecydowanie dość :)
UsuńCieszę się, że zdjęcia Ci się podobały. Jakoś trzeba się ratować w ten szary i ponury czas :)
Uściski!!!
Bardzo pomysłowy i sympatyczny zarazem ten przegląd "historyczny" 😉. Zdjęcia kwiatów - czysty obłęd! 💙💚💙💚💙
OdpowiedzUsuńI ja także czekam na koniec zimy. Lubiłam ją od dziecka, ale odkąd zachorowałam na depresję, znienawidziłam jesień i zimę doszczętnie. Kocham wiosnę.
Dziękuję i cieszę się, że fotki Ci się podobały.
UsuńTeż już czekam na zakończenie tej paskudnej pory roku... jeszcze trochę :)
Przykro mi, że męczysz się z taką paskudną chorobą, mocno Cię przytulam!
Dziękuję, kochana jesteś 💖
Usuń😘😘😘
UsuńIwonko, jak pewnie wiesz w kwestii zimy moglibyśmy się dogadywać bez słów! Dla mnie wiosna i lato mogłyby trwać przez 365 dni w roku, i żaden, nawet najpiękniejszy i najbardziej zachwycający, element tych dwóch zimniejszych pór roku mojego zdania nie zmieni! W tym czasie korci, by wspominać stare lata i momenty, które już nigdy nie powrócą. Też lubię powyciągać stare zdjęcia, odkopać wiekowe foldery ze starego komputera, ale po chwili uświadamiam sobie jak ten czas bezlitośnie płynie... i cały czar pryska. Bo przecież 2008 rok był co najwyżej przedwczoraj! ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Cię Iwonko serdecznie!
Tak, wiem. Miło, gdy są wokół ludzie, którzy myślą tak jak ja :)
UsuńMiłośników zimy też jest wielu, dlatego często jestem nierozumiana w tej kwestii, ale dla mnie naprawdę cały czas mogłoby być lato :) I też zdania nie zmienię, bo po prostu nie cierpię zimna...
Ja także lubię wspominki i powrót do wydarzeń z minionych lat, to także uświadamia nam ile już przeżyliśmy miłych chwil w życiu.
Gorąco Cię pozdrawiam, Maks... byle do wiosny!!! :)
Twój wpis przeczytałam z prawdziwą przyjemnością – i choć na pierwszy rzut oka to może wyglądać jak zwykłe sprawozdanie z zimowych dni, dla mnie jest czymś więcej. Czuję w nim autentyczność i tę prawdziwą radość, którą potrafisz wyciągnąć z codzienności – nawet w środku styczniowej szarugi. To fajne, że nie starasz się udawać, że lubisz zimę, tylko po prostu pokazujesz swoje odczucia i przy tym znajdujesz piękno w małych rzeczach – kwitnących storczykach, stokrotkach czy pozłotce kalifornijskiej.
OdpowiedzUsuńPodoba mi się też, jak łączysz wspomnienia podróży z codziennym życiem w domu i ogrodzie. Pokazujesz, że szczęście nie musi być wielkie i spektakularne – często kryje się w drobnych chwilach, w pielęgnowaniu roślin, w spacerach z mężem, w zdjęciach, które przypominają o minionych radościach. I w tym wszystkim czuć spokój, który sam w sobie jest rzadkim luksusem.
Twoje refleksje o styczniu i lutym, o oczekiwaniu na wiosnę i na energię w ogrodzie, też są bardzo ludzkie. To takie świadome czekanie, które daje przestrzeń, żeby docenić to, co mamy – i jednocześnie planować małe przyjemności, które nadchodzą. Kompozycja tekstu, ta mieszanka wspomnień, zdjęć i codziennych obserwacji, daje poczucie bliskości i… trochę jakby czytelnik też mógł usiąść obok Ciebie przy kubku herbaty i po prostu porozmawiać.
Krótko mówiąc – świetnie się czyta, bo widać w nim serce, uważność i spokój, który tak trudno uchwycić w codziennym pośpiechu. Twój styczeń może i mroźny, ale dzięki Tobie naprawdę ciepły.
Bardzo dziękuję za taki wyczerpujący i przemiły komentarz. Potrafisz wyciągnąć z moich słów więcej, niż bym się po kimkolwiek spodziewała :) Może wynika to z tego, że ja bardzo lubię swoje życie i czuję się szczęśliwa. Dodatkowo staram się w tych swoich wpisach pisać szczerze o tym, co myślę... udawanie kogoś innego zwykle nie kończy się dobrze.
UsuńTeraz, a ten szary i nielubiany przeze mnie czas skupiłam się na wspomnieniach. Generalnie lubię do nich wracać, a teraz jest na to najlepszy moment, bo jak tylko mocniej zaświeci słońce i wiosna pokaże swoje oblicze, wpadnę z dzikim impetem na swoje rabatki i wiem, że to one pochłoną całkowicie moją uwagę :)
Napisałeś mi bardzo miłe rzeczy... ogromnie mnie to cieszy, że czytanie moich postów sprawiło Ci przyjemność. To dla mnie ogromna motywacja, żeby jednak pisać :)
Serdecznie Cię pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję za te wszystkie peany skierowane w moim kierunku :)
Iwonko, doskonale rozumiem Twoją niechęć do zimy i ja chętnie ominęłabym tę porę roku w kalendarzu. Przyznam jednak, że gdy pokaże swe śnieżne oblicze, takie, jak pamiętam z dziecięcych lat, potrafi mnie uwieść i urzec, bo stanowi piękną odmianę dla szaroburego świata, jaki oglądamy zazwyczaj w tym okresie. I mówię to z perspektywy pieszego, ale i kierowcy. Z godnością staram się znosić uciążliwości, jakie ze sobą niesie: odgarnianie dużego podjazdu dla samochodów pod domem, śliskie chodniki, odkopywanie auta spod śniegu lub odmarzanie szyb każdego ranka. Choć uważam, że obficie śnieżna zima na stałe powinna być wpisana w górski krajobraz, ku uciesze narciarzy i takich łazików jak ja i mąż. Dlatego wyjechaliśmy do Szczawnicy w czas największej śnieżycy, by nacieszyć się okolicznymi, górskimi, białymi pejzażami. Tracę entuzjazm dopiero wtedy, gdy temperatury spadają poniżej 10 stopni, wówczas zamarzam ☹
OdpowiedzUsuńSuper, że i Ty masz swoje sposoby, by wartościowo spędzić czas, gdy za oknem dopieka chłód i mróz. Jakoś trzeba przetrwać te zimowe miesiące, a pociechą jest to, że z każdym dniem przybliżamy się do cudownej, słonecznej, ciepłej, wspaniałej, zielonej, kwitnącej wiosny! I tym optymistycznym akcentem żegnam się w ten niedzielny wieczór życząc Ci dobrego tygodnia...
Anita
Tak, tych osób, które nie przepadają za tą porą roku, jest całkiem sporo. Ja przynajmniej obracam się wśród właśnie takich, jakoś tak się złożyło :) Trochę Ci zazdroszczę, Anitko, tej godności, z jaką znosisz te zimowe trudy, mi przychodzi to z trudnością, choć też się staram :) I też uważam, że prawdziwa zima sprawdza się w górach... niech cieszą się narciarze, saneczkarze i ci wszyscy, którzy kochają zimowe sporty, zimowe widoki i zimowe śnieżyce :) Ja w tym czasie z chęcią pozostanę w domu :)
UsuńDlatego jakoś przetrzymam ten czas... na domowe robótki też potrzebne są jakieś wolne chwile :) I wykorzystuję je w pełni. A perspektywa zbliżającej się wiosenki bardzo mi w tym wszystkim pomaga.
Dziękuję, Anitko, za słowa pocieszenia. Jeszcze trochę, damy radę :)
Mocno Cię ściskam!
Me han encantado todos tus recuerdos, que me parecen preciosos, yo también estoy deseando que termine el invierno ( no es que no me guste ), este invierno está haciendo mucho frío y llueve bastante, con el frío se puede salir al jardín y pasear, pero con la lluvia no y eso es bastante triste. Tus flores se ven tan preciosas. Mi jardín ahora está muy mal, aunque pronto floreceran los narcisos, estoy deseándolo. Abrazos.
OdpowiedzUsuń¡Ay, Teresa! ¡Cuánto te envidio porque los narcisos florecerán pronto! La espera será larga. No hay nieve ahora mismo, pero hace mucho frío y es desagradable, con un viento frío que sopla casi todo el tiempo, lo que dificulta salir de casa.
UsuńMi jardín también está gris y sombrío ahora mismo, pero de alguna manera aguantaré hasta la primavera :)
¡Un abrazo!
Cześć Iwonko. Ja jestem grudniowy Koziorożec, ale zimę lubię tak pół na pół, zależy gdzie aktualnie jestem. W tej chwili jestem w Krakowie więc nie lubię bo na chodnikach lód i można wręcz piruety kręcić... byle tylko karku nie złamać. Weekend był koszmarny bo nikt tego nie zgarnął i aż strach było do sklepu iść co by nie wywinąć orła. Doskonale rozumiem twój wstręt do zimy. Ja najbardziej lubię wiosnę i jesień, bo nie ma skwaru i nie jest jeszcze zbyt zimno. Moja znajoma, która mieszka w Finlandii też czeka na wiosnę. Wyobraź sobie jak ona ma tam zimno. Brrrrrr. Dosłownie zima w Dolinie Muminków. Ja akurat czytam Julcia Listopad w dolinie Muminków. Zdjęcia wspominkowe naprawdę świetne i kwiaty jak zawsze. Życzę Ci Kochana wspaniałego tygodnia! Buziaki ♥️
OdpowiedzUsuńNo właśnie, Kasiu... zima w mieście to nie jest nic przyjemnego. Ani dla pieszych, ani dla kierowców. Oblodzone chodniki i jezdnie nie sprzyjają ruszaniu się z domu, niestety niektórzy muszą, ja na szczęście nie :) Chociaż czasem mnie to unieszczęśliwia, bo lubię swoje spontaniczne wyprawy do pobliskich miasteczek :)
UsuńRzeczywiście, ludziom zamieszkującym północne rejony Europy współczuję bardzo... ja bym tam chyba nie przeżyła :)
Dziękuję, Kasiu, za miłe słowa i życzę Ci spokojnego i miłego weekendu!
Piękne kwiaty. Styczeń to taki miesiąc, w którym lato wydaje się niewiarygodnym i radosnym czasem. Niedługo , bo już za parę miesięcy wróci do nas. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńDziękuję. Czekam już na to lato, jak na zbawienie :)
UsuńPozdrawiam Cię również!
Ten okrągły to również storczyk? :D Cudownie ci kwitną. Mam jednego w domu po przejściach. Najpierw go wysuszyłam, potem przelałam a teraz kwitnie jakiś szósty raz :D! Najlepiej jak nie skupiam się na kwiatach xD Heheh.
OdpowiedzUsuńMiłego dnia!
Angelika
Tak, ten biały to również storczyk. Tylko rośnie trochę inaczej, zresztą za każdym razem ma inny kształt :) Wygląda na to, że storczyki mnie lubią, zresztą nie mam z nimi żadnego problemu i kłopotu... kwitną obficie bez jakichś moich większych starań. Fajnie, że Twój też kwitnie, to przecież tak bardzo dekoracyjne kwiaty.
UsuńHej Iwonko. Powiem Ci , że w tym roku i no od wigilii zima jak przyszła tak trzyma i trzyma. Wczoraj mieliśmy paraliż...dzisiaj mamy to samo..zima daje popalić. Oby do wiosny no już chyba mam dosyć tego białego puchu, tego zimna, i codziennej nerwowo czy gdzieś dojadę, nie utkne. Bo szklane na drogach w lasach mamy od kilku tygodni 🫣 a tak to uśmiałam się ...naleśnik 😂 no wiesz. No to witaj w klubie kochana, ćwiczymy, ruszamy się każdego dnia. U mnie rządzi bieżnia i hentelki i Atlas. O figurę trzeba dbać, i dobre samopoczucie. Co do roślin. Masz rację. Rdest jest ekspansywny i potrzebuje naprawdę mega solidnej podpory, akurat w jego kwestii to zajął się mój.maz a co do podcinania, mocno go w lutym przycina. I nieustannie zachwycam się Twoim hibiskusem. Piękny. Wszystkiego dobrego.
OdpowiedzUsuńTak, ta zima w tym roku jest wyjątkowa. Dawno takiej nie było. Komu przeszkadzały te poprzednie zimy, kiedy mróz był co najwyżej delikatny, a śnieg pojawiał się rzadko i na krótko? I nie dociera do mnie argument, że zima musi być, bo na południu Europy jakoś jej nie ma w tej postaci i wszystko latem żyje i pięknie kwitnie. Nie wierzę także w to zabijanie wirusów, bo choroby były, są i będą bez względu na wysokość minusów na termometrze. Może jedynie trochę robali ten mróz wybije, ale jak wskazują zimy sprzed kilkunastu lat, sprawdzało się to na krótko :)
UsuńCo do ćwiczeń, to jakoś się w to wkręciłam. Nie chcę stracić zdobytej figury przez zimowe siedzenie w domu, a niestety mam do tego skłonności. Ten czas, kiedy tak mało się ruszałam, powodował, że ciałko zaokrąglało się w niepożądanych miejscach :)
Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę miłego weekendu!
Bardzo szybko leci ten czas
OdpowiedzUsuńZgadza się, aż za szybko :)
UsuńWspółodczuwam! Kocham zimę w grudniu, w okolicy Świąt, najlepiej gdy jest mega śnieżna. Ale po Nowym Roku oczekuję szybkiego przyjścia wiosny - kocham lato i kocham ciepło!
OdpowiedzUsuńDla mnie zimy mogłoby nie być w ogóle, ale szanuję to, że niektórzy nawet ją lubią :)
UsuńBo też kocham lato i kocham ciepło!!!
Pozdrawiam i dziękuję za wizytę.
Iwonko kochana, jeśli marudzenie wpłynie na poprawę Twojego nastroju, to marudź sobie ile wlezie!!! I nie mam zamiaru przekonywać Cię że zima jest fajna. Tak jak Ty mnie nie przekonasz, że żar lejący się z nieba i ciągle spocona twarz oraz konieczność ciągłego podlewania roślin, żeby nie padły od tego gorąca czyli LATO to coś wspaniałego. Ja kocham wiosnę i jesień, zimę lubię zwłaszcza taką białą, śnieżną. Doceniam też że wtedy mogę wraz z uśpionym ogrodem odpoczywać, zająć się czytaniem, robótkami, przeglądaniem i segregowaniem zdjęć - na co w innych porach nie mam czasu. I to by było na tyle w temacie pór roku ... ;)
OdpowiedzUsuńA teraz przechodzimy do Twoich zdjęciowych wspomnień. Kolor tego chabra jest niesamowity. Pięknie Ci kwitną storczyki i hoja. Ale gwiazdą numer jeden i moja ulubienicą jest szałwia muszkatołowa, która mnie zawsze zachwyca, ile razy ja pokazujesz. Choć oczywiście hibiskus też robi wielkie wrażenie. Cudowne są też Twoje wspomnienia wyprawowo-grillowo-domowe. Fajne zdjęcia i widać, że cieszycie się sobą. I to jest najpiękniejsze!!!
Życzę Ci wiosny w sercu i przesyłam mnóstwo serdeczności :)))
Będę marudzić, Lusi :) Teraz jest najlepszy czas na trochę pomarudzenia. Fakt, ten zimowy czas jest bardzo dobry na zajęcie się swoimi pozaogrodowymi, ulubionymi zajęciami albo porządkami, na które w ciągu roku czas jest ograniczony, ale i tak nie lubię zimy. Najbardziej przeszkadza mi fakt, że każde wyjście na zewnątrz to dla mnie katorga. Nie cierpię tego zimnego powietrza i lodowatego wiatru wiejącego prosto w oczy :) Wiosna jest już lepsza, ale ja lubię też ten letni, ciepły ulepek... nie męczy mnie upał.
UsuńCo do szałwii muszkatołowej, to tak... jest cudna, jak kwitnie. I cieszę się, że mam ją w ogrodzie i co roku cieszy moje oczy :) Z mężem, na szczęście, jesteśmy zgranym duetem i to też ogromnie mnie uszczęśliwia.
Dziękuję za Twoje miłe słowa i wszystkie serdeczności i życzę Ci wspaniałego tygodnia!
Witaj Iwonko
OdpowiedzUsuńOj jak i ja chciałabym zamienić się w takiego domowego leniwca... Mroźna, biała zima najpiękniejsza jest za oknem. A przecież powinnam lubić tą porę roku, jako urodzona pierwszego dnia zimy. Jednak doskonale Cię rozumiem. 1/3 zimy mamy już za sobą. Pozostaje nam tylko przetrwać. Takie zdjęcia doskonale w tym pomagają.
Pozdrawiam mroźnym końcem stycznia
Właśnie takim domowym leniwcem teraz jestem :) I pewnie jeszcze jakiś czas będę, bo końca zimy na razie nie widać. Też lubię te zimowe widoki oglądać jedynie przez okno. Ja urodziłam się jesienią i tę porę roku jeszcze jakoś trawię, ale zima to już nie dla mnie. Przetrwamy, Ismeno, nie mamy innego wyjścia :) Serdecznie Cię pozdrawiam!
UsuńŻyczę pewnych, ostrożnych kroków na Twoich ścieżkach
UsuńDziękuję Ci, Ismeno!
UsuńŚliczne masz te pamiątkowe zdjęcia. Przyznam Ci się, ze w którymś momencie patrząc na Twojego męża podtrzymującego pergolę, pomyślałam, ze zostanie pod nią na długo jako stały podtrzymywacz:)) Takie głupie poczucie humoru mi "dopisuje" przez tę zimę, niestety.
OdpowiedzUsuńKwiaty wspominkowe zachwycają, tej pozłotki, stokrotki i szałwii nie znam, a są przepiękne.
Pozdrawiam Cię cieplutko.:))
Dziękuję bardzo, Celu, za pochwałę zdjęć. Co do mojego męża, to powiem Ci, że serce mu się krajało, jak to wszystko chciało runąć, bo ta pergola to jego praca od początku do końca. Ale jakoś się zebrał i zniszczył swoje własne dzieło :) Zresztą nie było innego wyjścia :)
UsuńNiemniej cieszę się, że dobry humor Cię nie opuszcza :)
Również serdecznie Cię pozdrawiam!
Iwonko ja też za zimą nie przepadam ;)
OdpowiedzUsuńDo tego ta przyniosła mi problemy zdrowotne i też siedzę w domu...Czytam, nie ćwiczę, bo nie daję rady na razie i czekam tak jak Ty na wiosnę.
Dziękuję Ci za te kwiaty i wspomnienia!
Ale miło popatrzeć na Ciebie sprzed lat:))
A hibiskus naprawdę robi wrażenie!!!
Pozdrawiam Cię słonecznie i ciepło:))
Ojoj... biedna Edytka. Kuruj się, kochana, choróbska to koszmar.
UsuńJa wytrwale ćwiczę, na razie jakichś efektów nie widzę, ale ja z tych niecierpliwych, chciałabym od razu widzieć rezultaty :)
Ogród szary, od czasu do czasu udekorowany świeżymi opadami śniegu... też już czekam na tę wiosnę jak na zmiłowanie :)
Trzymaj się, Edytko i zdrowiej! Nie dawaj się choróbsku!!!
Ściskam mocno!
Czytam sobie blogi i druga osoba pod rząd narzeka, że ma dosyć tej zimy 😄. A ja do Was dołączę. Też już tak bardzo chcę wiosnę. W lutym jeszcze mroźnie się zrobiło ale mam nadzieję, że będzie coraz cieplej. Twoje zdjęcia w ciepłym klimacie bardzo pocieszające, zwłaszcza że też głównie w domu teraz siedzę. Na Mazurach nigdy nie byłam i mam nadzieję, że uda mi się to zmienić 😊. Piękne te Twoje ogrodowe cuda. Za każdym razem czymś mnie zaskakujesz ❤️
OdpowiedzUsuńPowiem Ci, że w moim otoczeniu wszyscy narzekają na zimę :) I każdy już wyczekuje tej wiosny, bo ta zima ostro nam się daje we znaki! Czekam już na marzec, może on przyniesie chociaż odrobinę wiosennego powiewu :)
UsuńWypad na Mazury polecam, ja też poznałam je dopiero w swoim późno dorosłym życiu, to piękna kraina.
Gorąco Cię pozdrawiam!
Ja zawsze bardzo doceniam szczerość, nie lubisz czego i o tym piszesz i ja to szanuje. Ty wiesz, że ja kocham zimę, dla mnie to zimno, cała zima jest boska i widzę w niej, to co wielu umyka, bądź zwyczajnie nie lubią. Ja nie trawię lata, natura jest boska, ale upał i ludzi za dużo mnie wykańcza... Jednak wiem, że każdy dzionek jest równie ważny. Ja mogłabym w kraju, gdzie jest zimniej mieszkać, ale Tobie życzę, jak najwięcej słoneczka nad głową. Twe wspomnienia są piękne, Twa radość na zdjęciach czaruje, a rośliny...ach, widać, że je kochasz, a to i mnie uszczęśliwia. Mnie nie obchodzi, że Ty nie lubisz zimy, którą ja kocham, bo przecież widzę, ile nas łączy. Tak jak pisałam, mega doceniam, kiedy ktoś nie boi się być sobą, jednocześnie szanując innych. Pozdrawiam Cię tak serdecznie, z całego serca życzę Ci pięknej pogody, biję brawo za ćwiczenia, uśmiecham się do Ciebie szeroko. :)))
OdpowiedzUsuńJa też szanuję fakt, że inni mogą mieć sentyment do innych pór roku, niż te, które preferuję ja. Zawsze powtarzam, że nie możemy być jednakowi, bo świat byłby nudny :) Zima mnie wygasza i zasmuca... krótki dzień i brak słońca nie wpływają na mnie dobrze, ale wiem, że inni mogą to lubić. I masz rację, każdy dzień jest ważny i z każdego należy się cieszyć :) Nic nie jest nam dane za darmo i na zawsze, więc trzeba to doceniać.
UsuńRośliny kocham, to fakt... one mnie bardzo uszczęśliwiają. Kolorują i ubarwiają mój świat i czynią mnie jeszcze szczęśliwszą.
Ja również z całego serca Cię pozdrawiam i mocno Cię przytulam, życząc Ci jednocześnie samych pięknych dni.
Ja mam tak latem, jestem przygaszona. Jednak, jakbyśmy się spotkały, Ty latem byś mnie uskrzydlała, a ja Ciebie zimą. Możliwe, że radość jednej pomogłaby poczuć radość tej drugiej. :)Kochana jesteś, bardzo serdecznie Cię pozdrawiam. :)
UsuńDokładnie tak, wspaniale byśmy się uzupełniały :) Trafiłaś z tym w punkt, najważniejsze to mieć w sobie odrobinę empatii i szanować zdanie drugiej osoby :)
UsuńŚciskam Cię mocno, Aga!
Anche io non amo l'inverno ma devo dire che a queste latitudini devo tenere duro al massimo 3 mesi. Quando comincio a vedere i bucaneve mi calmo. Fortunatamente ho cambiato lavoro e posso lavorare anche nelle settimana invernali festive. Prima ero costretto a stare a casa 20 giorni a cavallo tra dicembre e gennaio e quei giorni freddi e bui sembravano non passare mai.
OdpowiedzUsuńTi auguro un buon inizio di primavera imminente! Ti lascio ai tuoi benefici esercizi.
Oh, siamo simili. Anche per me l'inverno è il periodo peggiore, ma per fortuna la primavera si avvicina e in qualche modo la supereremo. Quest'anno l'inverno in Polonia è stato eccezionalmente nevoso e gelido, diverso da qualsiasi cosa avessimo avuto negli ultimi dieci anni. Forse è per questo che sembra una doppia sventura :) Devo ancora aspettare qualche fiore, ma ce la farò.
UsuńAuguri a te e tutto il meglio per queste giornate quasi primaverili :)
Witaj ! Wciągnęłam mnie ta Twoja sentymentalna opowieść - o ogrodzie, domku, grillowaniu. Tęsknota za wiosną jest i u mnie. Zima to dla mnie trudny czas. Zawsze mam wtedy obniżony nastrój i trudno jest się pozbierać, bo ani to gdzieś wyjść, ani oczy pocieszyć ogrodem...
OdpowiedzUsuńPięknie przedstawiłaś perełki kwiatowe w twoim ogrodzie. Podziwiam ! Szałwia muszkatołowa wygląda jak namalowana. Cudnie się to wszystko prezentuje ! Pozdrawiam serdecznie :)))
Bardzo mi miło, że moja blogowa opowieść przypadła Ci do gustu :) Ogromnie już tęsknię za wiosną, ale wytrzymam, bo to już bliżej, niż dalej :) Ja także w zimie czuję, że spada moja energia, rozleniwiam się bardzo i dużo śpię... z wiosną budzę się do życia.
UsuńSzałwię muszkatołową także bardzo lubię, bo pięknie wygląda na rabatach... jak wymalowana pędzelkiem :) Pozdrawiam Cię również bardzo serdecznie i dziękuję za wizytę.
Bardzo lubię chabry za ich kolor I słodkie wspomnienie z dzieciństwa. Chciałabym, żeby rosły w moim ogródku, ale te polne wola jednak rosnąć tam, gdzie chcą.
OdpowiedzUsuńZimę lubię za spokój, siedzenie wieczorami w domku, piękne białe krajobrazy.
Twój ogród cały czas się zmienia. Ciekawe, co nowego zaplanowałaś na wiosnę.
Ja też bardzo lubię chabry, właśnie za ten ich cudowny niebieski kolor. Ale właśnie, niestety, w ogrodzie rosnąć nie chcą :) Ja za zimą nie przepadam... wprawdzie lubię siedzieć w domu, ale męczy mnie niemożność wyjścia do ogrodu, poza tym lubię ciepełko i słoneczne promienie.
UsuńNic na razie nie planuję na wiosnę. Jak tylko zrobi się cieplej, czeka mnie pozimowe sprzątanie i na razie czekam tylko na to :)
Super się czytało, oglądało;)
OdpowiedzUsuńU Ciebie, jak zawsze miło, kolorowo kochana:)
Serdeczności moc zasyłam;)
Bardzo Ci dziękuję za te miłe słowa, to ogromnie mnie cieszy!
UsuńPrzytulam Cię gorąco i życzę Ci wspaniałego tygodnia...
Iwonko, dziękuję Ci za ten pełen emocji i ciepła wpis! 💛 Z ogromnym uśmiechem czytałam Twoje refleksje o zimie — absolutnie rozumiem ten ambiwalentny stosunek do tej pory roku. Sama tęsknię za ciepłem i zielenią 🌿, więc Twoje słowa o tym „przetrwaniu do wiosny” trafiły prosto w moje myśli.
OdpowiedzUsuńBardzo mi miło za te ciepłe słowa. I wiem, że takich osób jak ja, nie przepadających za zimą jest chyba więcej :) Moja tęsknota za ciepłem jest coraz większa, ale dam radę!
UsuńSerdecznie Cię pozdrawiam!
Ech, doskonale CIę rozumiem. Ja też nie wychodzę z domu, chyba, że jest to konieczne. Gdy już wychodzę idę tempem ślimaka, żeby się nie wywrócić. Wolę nie kusić losu!
OdpowiedzUsuńA kwiaty cudowne, jak zawsze.
Pozdrawiam serdecznie
Mam tak samo :) Wychodzę tylko, jak muszę i to też z wielką niechęcią!
UsuńDziękuję za miłe słowa i również serdecznie Cię pozdrawiam!