208. Witaj wiosenko!
No i doczekaliśmy się wszyscy nadejścia tej wyjątkowej pory roku :) Nawet zastanawiałam się przez chwilę, dlaczego to właśnie wiosna jest tą najbardziej wyczekiwaną porą roku... nawet przeze mnie, chociaż osobiście zdecydowanie bardziej lubię lato! Kocham słońce, kocham upał, to chyba nie jest dla wielu z Was żadną tajemnicą. Ale to właśnie wiosna tak bardzo cieszy i uszczęśliwia... może dlatego, że zawsze po szarej, smutnej, męczącej i ciągnącej się jak flaki z olejem zimie, czekamy już na te dłuższe dni, więcej słonecznych promieni i wszechotaczającej nas zieleni, która z dnia na dzień zaskakuje nas pozytywnie swoją zwiększającą się ilością :)
A na poniższej fotce mój kwitnący w domu wilczomlecz.
Pani Wiosenka, wyczekana i wytęskniona już jest. Witaj, kochana Królowo! Ta zima wyjątkowo dała nam się we znaki, może też dlatego nadejście tej cudownej pory roku nastraja tak optymistycznie. I mimo wiosennego przesilenia, na które skarży się sporo osób, ja uważam, że jest już dobrze, a będzie tylko jeszcze lepiej!
W tym roku przedwiośnie przywitało mnie cudownym widokiem. Wczesnowiosenna tęcza rozbłysła nad moim domem w jeden z ciepłych, ale deszczowych dni. To był niesamowity widok... i choć nie była to pierwsza tęcza, którą widziałam w swoim życiu, właśnie ta sceneria zaparła mi dech w piersiach. Zobaczcie sami...
Przyznacie, że ta tęcza wyglądała niesamowicie, a wszystkie jej kolory były ogromnie wyraziste i bardzo nasycone :) No i jak tu nie kochać takich wiosennych widoków? :)
Moje ogrodowe włości też już poczuły zmieniającą się porę roku. Dlatego, tak jak Wam obiecałam w moim poprzednim wpisie, będę już teraz mogła pokazać kilka rabatkowych mieszkańców, którzy poczuli słoneczne promyki. I choć wiem, że co roku pokazuję te same rośliny, to moja radość z ich pojawiania się jest rok w rok taka sama i niezmienna. Trudno się nie cieszyć widząc, że ciągle żyją i wciąż do mnie zaglądają :) Jak na razie, jedyną roślinką, która chyba "umarła" tej zimy, jest moja biała sasanka. Ubolewam bardzo, bo miałam ją kilka lat, była już pięknie rozrośnięta i wydawało się, że jest niezniszczalna, a jednak... Wygląda na to, że ta miniona zima ją pokonała :( Za to pozostałe moje zieleninki nie zawodzą :)
Ale zanim pokażę co tam jeszcze urodziło się na moich rabatach, wspomnę tylko, że nawet taki zasiedziały ogrodomaniak jak ja, potrzebuje od czasu do czasu trochę się rozerwać, dlatego przychodzi moment, że zabiera koleżanki na weekendowe, parkietowe tupanie gdzieś, gdzie ludzie się cieszą, uśmiechają się do siebie, a słuchana na żywo muzyka wyzwala w organizmie cudowne endorfiny. W czasach mojej młodości nazywano to odchamieniem... niech tak będzie :)
W planach są już kolejne, kwietniowe szaleństwa, trzeba korzystać ze wszystkich przyjemności... czas leci przecież tak błyskawicznie, zdecydowanie za szybko.
A wracając do wiosennych kolorów, na rabatach pokazały się kolejne piękności, wprawdzie większość z Was widziała je już z pewnością w zeszłym roku, ale to nie zmienia faktu, że każdej wiosny witam je z równym zachwytem co poprzednio i z tą samą zieloną miłością :) Tym bardziej, że oczekiwanie na nie w tym roku, było długie, uciążliwe i... niecierpliwe.
Jako pierwsze pokazały się przebiśniegi i oczywiście moje ciemierniki. Te mnie nigdy nie zawodzą :)
Zaczerwienił się także wilczomlecz...
A pierwszym krzewem, który zwiastuje u mnie wiosnę i wita nadchodzące ciepłe dni, jest jak zawsze sorbaria, inaczej tawlina jarzębolistna. Uwielbiam te jej pierwsze czerwono-zielone pióropusze :)
Jako jedna z pierwszych pojawia się również miodunka o dwubarwnych kwiatach.
Dość szybko także rozwinęły się hiacynty... one zawsze bardzo dekorują rabaty.
A potem, po kilku dniach, zrobiło się jeszcze bardziej kolorowo... swoje główki wychyliły także cebulice, śnieżniki i puszkinie. Pokazują się także pierwsze fiołki.
Nawet mój reanimowany kaczorek trafił już na swoje, rabatowe miejsce. Zimę spędził na półce w sypialni :)
Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie udekorowała tarasu dodatkowymi, wiosennymi pięknościami. Niezapominajki, stokrotki...
I oczywiście cudowne, różnokolorowe bratki :)
Większą część marca spędziłam w ogrodzie robiąc pozimowe porządki. Na szczęście pogoda sprzyjała, było sporo ciepłych i słonecznych dni, które pozwoliły na maksymalne wykorzystanie czasu na to ogrodowe sprzątanie. Na chwilę obecną, z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jestem prawie na finiszu, zostało mi naprawdę niewiele... na razie zrobiłam sobie przerwę, ponieważ pochłodniało i często kropi deszcz. W sumie to dobrze, bo wiosenny deszcz jest bardzo potrzebny, poza tym ja także potrzebuję trochę oddechu. Ponadto zbliżają się święta, a moich osiem okien wciąż czeka na wiosenne mycie :) Mam nadzieję, że się z tym wszystkim uporam i zdążę to zrobić tak, żeby przez czyste szyby móc oglądać wiosenny, kolorowy ogród :)
Parę dni temu zakwitła forsycja, za kilka dni zakwitną moje magnolie... już widać, że mają bardzo nabrzmiałe pąki. Widok będzie cudowny, jak zwykle... ogromnie lubię ten czas, kiedy rozwijają swoje kwiaty, sceneria jest wtedy niesamowita. Moje serce cieszy się ogromnie, że w końcu nadszedł ten czas, na który tak bardzo czekałam. Wiosna napełnia moją duszę taką radością i takim pozytywnym nastawieniem, że prawie cały czas uśmiecham się sama do siebie i niewiele jest rzeczy, które potrafią zmienić mój nastrój.
I tym wiosennym nastrojem żegnam się z Wami do następnego razu, a ponieważ z pewnością mój kolejny wpis nie pojawi się do Świąt Wielkanocnych, chciałam Wam już dziś złożyć świąteczne życzenia.
Niech będzie u Was zdrowie, niech będzie u Was radość i dobrobyt. Bądźcie szczęśliwi i spełnieni, a nadchodzące świąteczne dni spędźcie w spokoju... w rodzinnym gronie i w całkowicie wiosennym nastroju.
🌿Radosnych świąt!🌿






























Komentarze
Prześlij komentarz