207. Lutowe nowinki i wygrana w konkursie!
Sama nie wiem od czego dzisiaj zacząć, bo choć nadal nie dzieje się u mnie nic spektakularnego, kilka nowych rzeczy chciałabym tu napisać. Jedno co mogę Wam obiecać, to już nie będę narzekać na panującą zimę, bo już dosyć tych narzekań nasłucham się wokół... narzekają wszyscy wokół mnie, więc z tego wysnuwa się chyba tylko jeden wniosek, że obracam się w towarzystwie wyłącznie ciepłolubnych osób :) Fakt... był już w ubiegłym tygodniu jeden taki dzień, że obudziła się we mnie nadzieja na rychłe nadejście wiosny. Słonko świeciło kilka godzin z rzędu, było naprawdę ciepło i nawet ptaki w moim ogrodzie oszalały... trenowały swoje gardła pełną mocą. Co tu dużo mówić, zrobiło się cudownie. Już zacierałam ręce na rozpoczęcie pierwszych ogrodowych prac, ale mój zapał skończył się tak szybko, jak się zaczął. Następny dzień przyniósł znów kolejną falę mroźnego powietrza, jeszcze do tego rozpadał się deszcz, więc moje ogrodowe plany poszły z powrotem spać :)
Za to mój domowy skrzydłokwiat variegata chyba poczuł już pierwsze wiosenne sygnały, bo zakwitł i wypuścił swój dekoracyjny biały żagielek... wprawdzie na razie jeden, ale zawsze to coś :)
Chyba będzie dziś taki blogowy miszmasz :) Z jednej strony, jeśli chodzi o widoki ogrodowe, nadal nie mam co pokazywać... na rabatkach panuje wciąż szarość i burość. I nie sądzę, żeby w najbliższym czasie coś się zmieniło, prognozy pogody nie dają na to wielkiej nadziei. Dlatego będą różne różności, a większość zawartości dzisiejszego wpisu zajmą jednak moje kolejne wspomnienia :)
Na pierwszy rzut wygrzebałam z komputerowego archiwum kilka zdjęć ogrodowych żyjątek. Oczywiście są to fotki, co do których żywię jakiś tam sentyment, z reguły cieszy mnie fakt, że udało mi się w miarę dobrze te żyjątka uchwycić :) Chyba miło będzie do nich wrócić, zwłaszcza teraz, kiedy na zewnątrz jest tak paskudnie.
Trzy pierwsze fotki, to moi ogrodowi goście. Zdjęcia robione w różnych okresach, a bohaterowie tych zdjęć zostali dosłownie "złapani" w kadr w jednej, tak szybko przecież mijającej, chwili :) Nie dałam im szans na zapozowanie, przybranie odpowiedniej pozy, czy chociażby na uśmiech :)
Poniższe zdjęcie zostało zrobione kiedyś tam na Mazurach, a przedstawia dwie ważki zabawiające się nieprzyzwoicie na obrzeżu naszej łodzi :) Z tego co pamiętam, to owe "zabawianie" trwało dosyć długo, tak że miałam okazję tych zdjęć zrobić kilka, ale chyba to było najwyraźniejsze. Jednocześnie nie chciałam ich spłoszyć, ani wystraszyć... wiadomo, mogłoby się to dla nich źle skończyć :)
Kolejną ciekawostkę znalazłam pomiędzy gałązkami mojej ogrodowej tui i to zupełnie przypadkowo. W trakcie odchwaszczania tamtych rejonów, przeciskając się pomiędzy jedną a drugą tują, zatrzymałam wzrok na tym słodkim widoku. Pięć nakrapianych jajeczek czekało na swój czas. Powiem szczerze, że tylko pstryknęłam zdjęcie i nie zaglądałam tam więcej. Nie chciałam spłoszyć, czy nawet tylko ewentualnie wystraszyć ptasiej rodzinki. Mam nadzieję, że nowe pokolenie moich ogrodowych gości dotrwało do szczęśliwego pęknięcia i kolejnego lata umilało mi czas swoim śpiewem :) Tak sobie myślę, bo tych ptasząt na "moim niebie" jest zawsze całe mnóstwo...
W kolejnej części mojego dzisiejszego wpisu, przygotowałam kilka fotek, na których nasza Matka Natura poczyniła małe cuda. Może nawet nie cuda, ale jest to niezaprzeczalny fakt, że natura potrafi zachwycić swoimi pejzażami, krajobrazami oraz widokami, a czasem nawet przeróżnymi zjawiskami i ma wybitne zdolności do pozostawiania po sobie niezapomnianych wrażeń.
Zobaczcie na przykład to kłębowisko chmur, które onegdaj przewinęło się nad naszym domem. Tego widoku nie da się zapomnieć! To było po prostu niesamowite! Te chmury przesuwały się nisko na niebie i wyglądało to niewiarygodnie, ale jednocześnie cudownie :)
Albo te zachwycające krople deszczu, tak pięknie zwisające ze źdźbeł trawy. Gdyby człowiek chciał te mokre koraliki własnoręcznie rozmieścić tak, aby uzyskać podobny efekt końcowy, nigdy by mu się to nie udało :)
Także poniższe zdjęcie... w niektóre letnie wieczory przychodzi tak zwana "złota godzina". To czas, kiedy zachodzące słońce ledwo co schowa się za horyzont. Wtedy cała przestrzeń pokrywa się niesamowitą złoto-czerwoną poświatą... wygląda to spektakularnie. Wiem, że to najlepszy czas na robienie zdjęć. Fotki wychodzą wtedy w tak nieoczywistych i niesamowitych kolorach, że czasem trudno w to uwierzyć. O ile tylko mam taką możliwość, staram się robić zdjęcia właśnie w takich momentach. Spójrzcie na przykład na poniższą fotkę... zwyczajny, różowy tamaryszek wygląda na niej zjawiskowo, a panująca dookoła czerwona poświata nadaje temu zdjęciu odrobinę niesamowitej tajemniczości i bajkowości, a nawet szczyptę ezoterycznej magii...
Za to tę fotkę po prostu bardzo lubię :) Wydawałoby się, że to zwyczajna aksamitka, która złapała pomiędzy płatki swojego kwiatu parę kropel deszczu... Ale czy tylko ja widzę te krople w taki sposób, jakby tam w środku była przezroczysta galaretka? Albo jakaś krystalicznie czysta, kwiatowa żelatyna? Dla mnie to są właśnie cuda natury...
Natomiast ostatnie dzisiejsze zdjęcie z tych wspomnieniowych, to widok, do którego uwielbiam wracać w nieskończoność. Był rok 2016 i na polu naprzeciwko naszego ogrodu, jak tylko okiem sięgnąć, pojawił się ogromny łan kwitnących słoneczników. Trudno mi było oderwać oczy od tej scenerii i ciężko było wracać do domu i tracić ten widok. Było pięknie... szkoda, że takie kwitnące słoneczniki zdarzyły się na tym polu tylko raz i więcej się nie powtórzyły.
Obiecałam, że nie będę już narzekać na zimę i słowa dotrzymam. Choć nie powiem... coraz trudniej jest doczekać się wiosny, w myśl zasady, że im bliżej, tym coraz gorzej się czeka i coraz mniej jest w tym czekaniu cierpliwości :) Dlatego umilam sobie czas wspomnieniami :) Jakimi? Oczywiście z minionych podróży do ciepełka i do słonka :) Najświeższe mam wspomnienia z mojego ostatniego wyjazdu, więc Tunezja wciąż jest w mojej głowie i w moim sercu.
I na koniec bomba!!! Przynajmniej dla mnie, niesamowita bomba!!!
Po raz drugi (poprzednio w 2021 roku) mój blog zajął pierwsze miejsce w konkursie na Bloggerowy Blog Roku 2025 w kategorii dom/ogród.
Nie będę ukrywać, że czuję się niezmiernie szczęśliwa i zaszczycona tym niesamowitym wyróżnieniem. Dlatego chciałam pięknie podziękować wszystkim, którzy oddali głos na mój blog. Bez Was nie byłoby tego zwycięstwa i nie byłoby dzisiaj tej mojej ogromnej radości 😍
Dziękuję Wam z całego serca 💓
A tu link do postu na blogu Karografii, na którym zamieszczone są wyniki głosowania :)
Na dziś to byłoby wszystko. Myślę, a właściwie mam nadzieję, że w następnym wpisie będę mogła już umieścić jakieś pierwsze, aktualne zdjęcia z ogrodu i z pierwszych kwiatowych kwitnień. Niech ta wiosna już wreszcie nadejdzie! 😉










Iwonko, gratuluję!!! Twój blog jest cudowny!
OdpowiedzUsuńPiękne zdjęcia i cieplutkie letnie wspominki. Zima jest, bo mamy u nas zimowe ferie:DDD Przejdzie za dwa tygodnie - dała szansę dzieciakom z lubelskiego pojeździć na sankach, bo pada ciągle u nas śnieg. Biało i mroźno. No, ale po feriach chcę już wiosennego powiewu. Czekam i tęsknię:)
Lecę teraz obejrzeć filmik, który wstawiłaś. Pa:)
Przede wszystkim - ogromne gratulacje! Bardzo się cieszę z Twojego zwycięstwa w konkursie :).
OdpowiedzUsuńZdjęcia stworzonek fantastyczne! Uchwyciłaś piękne i ciekawe okazy :).
Co do zimy, to przyznam się, że ja w tym roku też jestem nią już trochę zmęczona. Dobrze, że chociaż trochę śniegu było, bo taki biały świat bardzo mi się podoba, ale jak się robi szaro buro i ponuro, a przy tym zimno okropnie, to też mam już tego dosyć. Ale podobno za tydzień ma się zacząć jakieś bardziej trwałe ocieplenie, dni są coraz dłuższe, więc jakoś dotrwamy do wiosny :))).
Pozdrawiam Cię serdecznie!