Chyba nadszedł czas na kolejne kwiatowe zwierzenia, bo mamy już końcówkę września, a ja ponownie nazbierałam sporo zdjęć, niestety jeszcze z sierpnia. Mam miesięczne opóźnienie z publikacją, ale - jak już wiecie - moje ograniczenie w pisaniu nowych postów wynika jedynie ze względów zdrowotnych, a właściwie z kłopotów z moimi oczami i koniecznością ich oszczędzania. Ale o tym już pisałam poprzednio :)
Sierpień wciąż był miesiącem kolorowego ogrodu. Swoje piękno zaczęły pokazywać moje ukochane hortensje... sierpień i wrzesień to miesiące ich pełnej okazałości i urody. Ale zanim je pokażę, na początek wrzucę kilka zdjęć ulubionych kosmosów. To takie lekkie i zwiewne kwiaty o różnorodnych kolorach i kształtach płatków... wprawdzie jednoroczne, ale rozsiewają się same bezproblemowo i każdego roku pokazują swoje finezyjne piękno. A ich marchewkowe łodyżki stanowią tylko dodatkową ozdobę :)
Jeśli chodzi o hortensje, to jak dla mnie są niezawodne. Zwłaszcza bukietowe... z roku na rok rosną coraz wyższe i kwitną coraz obficiej. Są przepiękną ozdobą sierpniowych, wrześniowych, a nawet październikowych rabat. I dopóki nie przyjdą pierwsze przymrozki, wyglądają z reguły bardzo dekoracyjnie.
W sierpniu wciąż jeszcze kwitła hortensja ogrodowa...
A także w pełni rozkwitu były hortensje Annabelle, choć zaczęły już przybierać trochę zielonkawy odcień... i właściwie tak jest do dzisiaj :) Na poniższych fotkach w towarzystwie perowskii.
No i oczywiście bukietówki. Te co roku dają niezły show. Poczynając od ich wysokości, wielkości kwiatów, aż do zmiany kolorów. Przebarwiają się niczym kameleony... a im bliżej jesieni i końca ich kwitnienia, nabierają coraz silniejszych rumieńców, czyli od bieli, poprzez delikatny róż, aż do karminowej czerwieni :) Tu na zdjęciach, czyli jeszcze w sierpniu, były białe lub dopiero delikatnie zaróżowione.
Mam wrażenie, że zima przyjdzie w tym roku wcześnie, choć wszelkie dalekosiężne prognozy temu zaprzeczają. Zimowity to takie zwiastuny zmiany pory roku, jak sama nazwa wskazuje. Kwitły u mnie zawsze we wrześniu. W tym roku powitałam je już w sierpniu... aż strach się bać, co będzie :)
Co nie zmienia faktu, że na rabatach w sierpniu było jeszcze bardzo kolorowo... kwitł wiciokrzew, rudbekia i wilczomlecz.
Wciąż kwitły też floksy, wiesiołek ozdobny oraz zawilce, a także ponownie dziewanna :)
Nie zawodziły także moje ukochane jeżówki. Wprawdzie nie było już tak obfitego kwitnienia tych roślin jak w lipcu, ale nie narzekam... wciąż jeszcze było kolorowo-jeżówkowo :)
Tymczasem moja zawsze najpóźniej kwitnąca jeżówka Green Jewel (Zielony Klejnot), swoje kwiatostany w pełni pokazała właśnie dopiero w sierpniu...
Za to przemiłą niespodziankę zrobił mi mój ogrodowy asparagus, który w tym roku wyjątkowo i gęsto obsypał się zielonymi gałązkami. Są one doskonałą dekoracją i ozdobą jesiennych bukietów.
A teraz coś z innej beczki :)
Mam w swoim ogrodzie dwie ketmie syryjskie, jedną o kwiatach fioletowych, drugą o białych.
I te krzewy tak sobie u mnie rosną już kilka lat.
Poniżej fioletowy...
I biały...
I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że na tym białym krzewie ni z gruszki, ni z pietruszki wyrosły fioletowe kwiaty. I to na jednej gałązce razem z białymi kwiatami :) A jeden z tych kwiatów nie mógł się zdecydować na kolor, więc jest w połowie biały, a w połowie różowo-fioletowy :)
Wrzucam zdjęcia, ale najlepiej jest to widoczne na krótkim filmiku, który poniżej...
Co poza tym w mojej trawie piszczy? :)
Koniecznie muszę się pochwalić ponownym kwitnieniem moich niektórych cudeniek. Oczywiście, jak co roku, w sierpniu kwitnie mi ponownie tamaryszek. Jego eteryczne kwiatuszki są cudowne... lubię stać pod tymi jego różowymi gałązkami i obserwować, jak lekki wiatr porusza od niechcenia tymi rumianymi kiściami.
I oczywiście, jak co roku, ponownie zakwitła trojeść bulwiasta! Jej przepiękne, pomarańczowe kwiaty, powtórnie ozdobiły rabatę.
A to mój ulubiony, barwny zakątek.
Mały kulisty berberys o liściach z żółtą obwódką w towarzystwie dwóch trzmielin o biało-zielonych i żółto-zielonych liściach... ciekawa mozaika kolorystyczna :)
Co poza tym u mnie słychać?
Myślę, że wszystko jest ok i bez większych zmian. A jak jest bez zmian, to jest dobrze :) Cieszę się swoim spokojnym życiem, pomału pracuję jesiennie w ogrodzie i korzystam z ciepłych dni. W ostatnim czasie słonko mnie rozpieszcza, parę godzin w ciągu dnia jest bardzo komfortowa temperatura i uważam, że pogoda jak na wrzesień jest całkiem, całkiem... przynajmniej na razie :)
Popracowałam w międzyczasie trochę w ogrodzie, przerobiłam jedną rabatę, poprzesadzałam to, co wymagało przesadzenia, odchwaściłam rabatki i skosiłam trawnik. Myślę, że do końca jesieni czeka mnie przynajmniej jeszcze jedno koszenie (jak nie więcej), ponieważ trawa nadrabia teraz swój letni zastój spowodowany upałami i podlewana jesiennym deszczem rośnie, jak szalona :)
Tak naprawdę z ogrodowych prac przed nadejściem zimy, czeka mnie jeszcze tylko przetransportowanie do domu niektórych roślinek domowych, które całe lato spędziły na tarasie. Na razie stoją sobie jeszcze w słonku, bo choć noce bywają już czasem bardzo chłodne, to i tak temperatura nie jest jeszcze tak niska, żeby im zaszkodziła. Dobrą stroną tego letniego tarasowania jest to, że wiele z nich potem w sezonie jesienno-zimowym potrafi obficie zakwitnąć pod domowym dachem :)
Ponadto, jakoś w listopadzie, będę ścinać, jak co roku, uschnięte kwiaty hortensji. Dzięki tej czynności nie mam potem wiosną fruwających wszędzie po ogrodzie zwiędłych i obumarłych hortensjowych kul, które zimowy wiatr ściga po wszystkich rabatach. Jeśli tego nie zrobię, to potem czasie wiosennego sprzątania ogrodu muszę wciskać się gdzieś pod krzewy albo w jeszcze inne trudno dostępne miejsca :) A jest to dla mnie coraz trudniejsze :)
Wisienką na torcie dzisiejszego wpisu, jest chyba jednak kwitnienie białego hibiskusa bagiennego. Jego kwiaty są cudowne, a swoją wielkością biją wszelkie rekordy. Już myślę o tym, żeby w przyszłym roku zafundować sobie jeszcze inne kolory... tylko gdzie ja je zmieszczę w tej swojej ogrodowej ciasnocie? :)
Zobaczcie sami te przepiękne kwiaty...
A najlepiej widać to na poniższym filmiku :)
Powiem Wam szczerze, że czekam już z niecierpliwością na koniec października. Z pewnością z tego powodu, że lecę do słońca wygrzać swoje stare kości przed nadchodzącą zimą... muszę naładować akumulatory i baterie na długie zimowe wieczory :) Ale o tym więcej następnym razem.
Na koniec tego wpisu powiem Wam tylko, że mój mąż w sierpniu także nie leniuchował i wyczarował nam taką piękną, ogrodową ławkę :) Zrobił ją zupełnie sam, od początku do końca! Niesamowity jest ten mój zdolniacha... jestem z niego ogromnie dumna!
I to by było tyle na dziś, kochani.
Postaram się wrzucić kolejny post jeszcze przed moim wylotem, bo przecież nadal wyczekuje na mnie kolejna porcja zdjęć, tym razem wrześniowych, które już tupią z niecierpliwości w kolejce na publikację :)
Tymczasem kończę, pozdrawiam serdecznie wszystkich moich "czytaczy", a także wszystkich tych, którzy tu zaglądają, choć nie pozostawiają po sobie żadnego śladu :) Widzę Was, moi drodzy!!! 😜
💓💓💓
Komentarze
Napisz do mnie
Mam na imię Iwona. Zapraszam na spontaniczne zwierzenia o mojej pasji do ogrodu i do wszystkiego co zielone :) Bo z miłości do zieloności i do swojego obecnego życia, zaczęłam to internetowe bazgranie.
Blog zajął pierwsze miejsce w konkursie na najlepszy Bloggerowy Blog Roku 2025 w kategorii DOM/OGRÓD
Blog zajął pierwsze miejsce w konkursie na najlepszy Bloggerowy Blog Roku 2021 w kategorii DOM/OGRÓD
Komentarze
Prześlij komentarz