Polecane posty

209. Kwiecień plecień

Tytuł dzisiejszego wpisu jest, jak wiadomo, starym i popularnym polskim przysłowiem ludowym, ale akurat w moim przypadku sformułowanie to doskonale odzwierciedla to wszystko, co u mnie w tym miesiącu się działo i praktycznie dzieje się nadal... Taki rollercoaster emocjonalny i wydarzeniowy jednocześnie.

Ale jeszcze zanim przejdę do rzeczy, wrzucę kilka wcześniejszych wiosennych zdjęć, bo z tego powodu, że moje pisanie ograniczyło się aktualnie do wpisu jeden raz na miesiąc, część marcowych zdjęć z ogrodu nie została tu umieszczona. A przecież niby dlaczego mam ich tu nie mieć? 

Dlatego zacznę od kilku marcowych fotek, które nie doczekały się swojej blogowej bytności. Niech na początek będzie to tradycyjny, żółty narcyz. Przecież narcyzy to takie kwiaty, nad którymi trudno jest nie pochylić głowy i nie zatrzymać na nich zachwyconego spojrzenia :)

Marzec był także miesiącem wychylających się z ziemi hiacyntów, rozwijających swoje kosmate główki sasanek i kwitnących przepięknie śnieżników...




Na szczęście pogoda w marcu w miarę dopisała i udało mi się zdążyć z pozimowym sprzątaniem ogrodu. I bardzo dobrze, że tak się akurat złożyło, bo gdybym chciała zostawić część prac na kwiecień, to przypuszczam, że nie udałoby mi się tego planu zrealizować do dzisiaj. 
W marcu zakwitła także niezawodna forsycja, a swoje piękno w pełnej krasie pokazała też sorbaria.



Ciemierniki, jak zwykle o tej porze roku, poszły już w ilość kwiatów, pokazały się także pojedyncze szafirki... 



Na rabatkach zrobiło się już pięknie i bardzo kolorowo :)



No i kwiecień... Jeśli chodzi o dobre wiadomości, to udało mi się zobaczyć wrocławski Festiwal Kwiatów Flower Show, który był niesamowitym kwiatowym widowiskiem i pokazem cudownych kwiatowych dekoracji, eksponatów i kompozycji. Wszystko to ułożone z tak świeżych roślin, jakby jeszcze dosłownie przed chwilą rosły sobie spokojnie w swoim rodzimym środowisku. Nie wiem na czym polegała sztuczka z zachowaniem ich świeżości, ale robiło to niesamowite wrażenie.
Uprzedzam, że zdjęć będzie dużo, bo nie umiałam zrezygnować z żadnego z tych, które się tu znajdą, a i tak już wiele z nich odrzuciłam na etapie selekcjonowania ich do tego wpisu.
   
Pojechałyśmy oczywiście z moją psiapsiółą Zuzanką :)



Różne postaci i zwierzęta wykonane z żywych kwiatów... cudowne :)




Przepiękne kompozycje i misternie ułożone kwiatowe kobierce...










A także niesamowicie piękne kwiatowe bukiety...













I z moim ukochanym liściem monstery :)


I nie byłabym sobą, gdybym nie zrobiła kilku fotek makro... to coś, co lubię najbardziej :)







Dla Pani Ogrodowej to był prawdziwy raj :)



🌺🌺🌺🌺🌺🌺🌺🌺🌺🌺🌺🌺🌺🌺🌺🌺🌺🌺🌺🌺🌺🌺🌺🌺🌺


I to byłoby na tyle odnośnie dobrych wiadomości...
Reszta kwietniowych dni okazała się, delikatnie mówiąc, wiosennym koszmarem.

W drugi dzień świąt zmarła moja teściowa. I choć miała 92 lata i mocno chorowała, to i tak ta śmierć była dla nas zaskoczeniem. Nigdy nie jest na nią dobry czas i nigdy nie przychodzi taki moment, że pogodzenie się z nią jest łatwe do przełknięcia :( Mam tylko wielką nadzieję, że moja teściowa jest teraz szczęśliwa, że spotkała się ze swoim mężem, który zmarł 9 lat temu i że spaceruje sobie po łące pełnej kwiatów, które tak bardzo kochała. Miłość do roślin i kwiatów, to był zawsze temat, który ogromnie nas łączył i dostarczał nam wiele radości i niekończących się rozmów. Przynajmniej jeszcze wtedy, kiedy była zdrowa i pełna sił, zarówno fizycznych, jak i psychicznych :( Zawsze kiedy do nas przyjeżdżała spacerowała po ogrodzie, głaskała kwiaty i nigdy nie miała dość tych moich ogrodowych widoków.
Moja druga mamo, niech Ci tam gdzie teraz jesteś towarzyszą tylko najpiękniejsze rośliny i całe łany kolorowego kwiecia... 🌷🌸🌹🌺🌻🌼

-------------------------------------------------------------------------------

Zanim napiszę co było dalej i co dzieje się u mnie aktualnie, pokażę kilka kwietniowych już widoków mojego ogrodu, a raczej kwiatów, które aktualnie kwitną.

Mój najwcześniej kwitnący lilak ma już spore pąki. I choć we Wrocławiu lilaki kwitną już pełną parą, to jednak u mnie ich kwiaty rozwijają się zawsze trochę później. Jakby nie było, w mieście jest zdecydowanie cieplej.


Nie zdążyłam zrobić fotek kwitnącym hiacyntom. Część już aktualnie przekwitła, ale coś tam jeszcze się wychyla na rabatach :)



Obficie kwitnie barwinek. Mam go w dwóch kolorach i nie będę ukrywać, że oba wyglądają czarująco.



Kwietniowymi królami rabatek są także narcyzy. 




Zakwitła też biała bergenia i rozwijają się pierwsze tulipany :)



Także wilczomlecz nabrał już wiosennych kolorów :)


A cóż takiego jeszcze wydarzyło się u mnie? No właśnie... 
Czytelnicy mojego bloga, którzy śledzą moje wpisy od dłuższego czasu, pamiętają pewnie, że po pogrzebie mojej mamy w 2023 roku bardzo pochorowaliśmy się razem z moim mężem. Nie wiem, co to wtedy było za paskudztwo, ale nie pamiętam, żebym kiedykolwiek chorowała tak bardzo, jak wtedy i żebym czuła się taka osłabiona i wypluta. Tamta choroba trzymała nas prawie miesiąc i wspominam ten czas koszmarnie. Teraz, po pogrzebie mojej teściowej, historia zatoczyła koło. Nabawiłam się, sama nie wiem gdzie, wirusowego zapalenia oskrzeli :( Powiem Wam, że nigdy w swoim życiu nie miałam takiego kaszlu. To, że nie wyrwał mi płuc i wszystkich wnętrzności, to naprawdę jest jakieś szczęście w tym całym nieszczęściu. Teraz aktualnie, po dwóch tygodniach chorowania, kaszel lekko ustępuje, natomiast doszedł do tej całej niedogodności jakiś upiorny ból pod pachami i sama nie wiem, czy to od tego kaszlu bolą mnie mięśnie, czy żebra, czy jeszcze coś innego. Mam wrażenie jakbym miała powiększone i obolałe węzły chłonne pod pachami i ból jest taki, że nie mogę się tam nawet dotknąć. No cóż, wniosek jest z tego taki, że pogrzeby ewidentnie mi nie służą i - jak widać - za każdym razem kończy się to, przynajmniej u mnie, jakimś paskudnym choróbskiem i do tego jeszcze bólem. Do kontroli lekarskiej idę we wtorek i mam nadzieję, że po osłuchaniu mnie przez lekarza, usłyszę tylko dobre wieści...

I tak to właśnie u mnie aktualnie wygląda. Z domu specjalnie nie wychodzę, bo panująca aktualnie aura również temu nie sprzyja, a i lodowaty, północny wiatr nie dodaje mi chęci na jakiekolwiek spacerowanie. Mam wielką nadzieję, że wykuruję się w ciągu najbliższego miesiąca, bo przecież pod koniec maja czeka na mnie moja dawno już zaplanowana wakacyjna wyprawa, na którą tyle czasu czekam... Muszę być dobrej myśli, bo inaczej zwariuję :)

Przynajmniej, w tym całym zamieszaniu, ogrodowe widoki dodają mi otuchy i wywołują uśmiech na mojej twarzy. Pięknie kwitną szafirki i moja ukochana sasanka...



Rozkwita także powoli tawuła szara, a jej wiszące gałęzie obsypane białym kwieciem, to cudowny widok...


Nie zawiodły także moje magnolie. Tę różową widzę przez tarasowe okno, siedząc na sofie w salonie i ten widok jest dla mnie kojący... magnolie są przecież takie piękne!





Na koniec tego wpisu zostawiłam zdjęcia moich ogrodowych fiołków. Jak pamiętacie, mam ich trzy odmiany i co roku jest ich w ogrodzie coraz więcej. Są cudne... jak już potrzebuję totalnie poprawić sobie humor, to idę do ogrodu, pochylam się nad rabatkami i dotykam te ich delikatne, aksamitne płatki.
 To jest dla mnie taki ogrodowy odstresowywacz :) 




I to tyle na dziś, kochani. Jeśli nie wiecie co powiedzieć, czy napisać na te moje niezbyt optymistyczne zwierzenia, to życzcie mi chociaż zdrowia... jest mi teraz bardzo potrzebne :)

Ściskam Was mocno wszystkich razem i każdego z osobna, trzymajcie się cieplutko 😘 




Komentarze

  1. Prześliczne zdjęcia i Wy. Kochana, ja sercem Cie przytulam tak mocno. Tak mi przykro z powodu straty. Ja wierzę, ze teraz oboje chodzą po ukwieconej łące i prowadzą swoich bliskich tu na ziemi.
    Oczywiście daj znać, jak po wizycie. Ja Ci ogromnie mocno i mężowi tez zdrowia życzę. Niech wszelkie dziadostwo znika. Będę Cię miała w modlitwach i to modlitwach pełnych wiary. Tulu i raz jeszcze tulu i jeszcze raz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Twój dzisiejszy wpis jest jak ten przysłowiowy kwiecień- plecień.
    Jak przeglądam tylko fotki, to jestem zachwycona, zauroczona i nie mogę oczu oderwać.
    Jak czytam, to jestem zasmucona, przerażona i nie dowierzam, że to wszystko dzieje się naprawdę.
    Dziwny jest ten miesiąc i chociaż bardzo na niego czekałam, to chcę żeby już się skończył, bo nie należy do tych dobrych.
    Mama na pewno odnajdzie gdzieś tam swój ogród i spokój. Strata zawsze boli i nigdy nie ma dobrego czasu na takie pożegnania, ale życie...
    Twoje zdrowie faktycznie zostało solidnie sponiewierane. Wirusowe? zapalenie oskrzeli. Koszmar! Jeszcze ten kaszel i powiększone węzły chłonne...Dobrze, że kontrola niebawem! Trzymam mocno kciuki za dobre wiadomości!
    Festiwal kwiatów, to prawdziwa uczta dla oczu i duszy. Podziwiam twórców tego niezwykłego widowiska. Trzeba mieć wiedzę, wyobraźnię i talent! Rajski ogród!
    Oczywiście życzę dużo, dużo zdrowia i przesyłam przytulaki mocy🤗❤️

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciao! Ovviamente ti auguro di rimetterti al più presto! Non oso immaginare di avere un tosse così forte! Mi spiace per i funerali ma soprattutto per la sfortuna che ti portano.
    Ho letto con piacere che sei riuscita a svolgere tutti i lavori in giardino e spero che tu possa uscire a goderti tutte quelle belle fioriture.

    Un caro saluto.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Napisz do mnie

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Copyright © Pani Ogrodowa